![]() |
|
konkurs |
Powrót z zaświatów 2010-07-27 00:23:32 Nadeszła oto wiekopomna chwila. Rasko - reaktywacja. Czytałem właśnie sam siebie, z grudnia, roku 2003. Siedem lat! Zaiste siedem lat już minęło od mojego pamiętnego i brzemiennego w skutki comming outu... żadna to dzisiaj sztuka być pedałem wyzwolonym, zaroiły się gejostwem szpalty gazet i telewizyjne ramówki... jakoś zupełnie inny etap mamy teraz. A jednak wszystkie te osiągnięcia ostatnich siedmiu lat, te wszystkie parady, marsze i pikiety, te artykuły, kluby, ta afirmacja cała, te wygrane procesy, przepisy wywalczone, jakoś to wszystko szlag trafia, kiedy musisz powiedzieć swojemu ojcu albo swojej matce: jestem pedałem. Nikt, kto tego nie musiał robić nigdy nie pojmie, nie zbliży się nawet do tego traumatycznego doświadczenia. Miliony gejów i lesbijek w tej niesamowitej paradzie równości, kiedy każdy sam musi przyjąć na klatę ciężar, który przygniata, miażdży, żołądek ściska w supeł, odbiera siłę a kolejny oddech czyni wyzwaniem ponad siły. Jakby to było zbrodnią, jakby to było wstydem albo jakąś naszą winą pierwotną... Po siedmiu latach patrzę na to z uśmiechem na ustach. I z łezką w oku. Dlaczego o tym piszę? Ponieważ temat jest dobry. Temat jest szlachetny i heroiczny. Bo każdy pedał jest z mojej perspektywy dzisiejszej bohaterem w walce domowego zacisza. Bohaterem cichym, bez cokołów i bez elegii. Każdy z nas musiał wykuć sobie swój świat bardziej, niż hetero normatywna większość, której na dzień dobry dano przywilej akceptacji i normy. Postarzałem się przez te siedem lat strasznie, przytyłem, dorobiłem się hipoteki i wrzodów żołądka i kiedy dzisiaj widzę chłopca, który musi przejść przez to całe zamieszanie... dla którego właśnie wali się jakiś spokój, jakiś porządek... chciałbym być poetą, żeby uchwycić ten ulotny moment ale poetą nie jestem i nigdy nie bylem dlatego mogę tylko pierdolnąć sentymentalną notkę na blogu. skomentuj (0) już czas 2009-12-10 00:07:23 http://elpresidente.pl/ skomentuj (7) desperacje i frustracje 2009-11-17 23:33:21 Formi formi formidableeeeee… kolejne święto francuskiej piosenki w moim łóżku. Tak, jeszcze żyję, ale co to za życie… klub otwiera się już za niecały miesiąc więc jak nietrudno się domyślić wszystko wali się nam na głowy. Orka na ugorze od bladego świtu do późnych godzin nocnych. A grube lesby są w ogóle ble. Kolejne spodnie trzasnęły mi na dupie. Nie jem a dupa rośnie. Jak to jest możliwe? Są rzeczy na niebie i ziemi i w spodniach, o których się prorokom nie śniło…
Jak to jest możliwe, że jak otwierasz lokal to nagle wszyscy, ale kurwa WSZYSCY wiedzą lepiej, bo zęby sobie na gastronomii zjedli,wszyscy wiedzą jak i co w tym lokalu powinno być robione, każdy miał kurwa nagle dziesięć restauracji, które trzepały hajs jak kostkarka lód, wszystkie teknajpy sprzedały się z zyskiem chuj wie jakim, dobre rady cioci dziuni sypią się jak łupież w reklamie niozralu. Sami potentaci, warszawscy restauratorzy co jeden to większy. Ewenementem pozostaje fakt, że żaden groszem nie śmierdzi, a nory w których się gnieżdżą wołają o pomstę do nieba i kontrolę sanepidu, nory też oczywiście tylko pozornie trącą kebabem z przedmieść Kalkuty, wszak to kamuflaż, siano koszą tam garściami… reszta jest dla niepoznaki. Nienawidzę skurwysynów, ich porad z poradnika domowego i całej pretensjonalnej otoczki bo mnie chuj strzela jak muszę tego słuchać i kiwać głową jak pierdolony piesek z tylnej szybie dużego fiata. skomentuj (16) |
2010 |