![]() |
|
konkurs |
babci z raskiem rozmowówki polsko - polskie 2010-10-19 21:09:21 Dzwoni babcia: babcia: Co masz taki dobry humor? rasko: jednego pisiora mniej to dobry dzień dla Polski b: mam dla ciebie książkę siostry Leokadii Neumann... r: A to nie żydówa? b: chrześcijanka! r: znaczy się przechrzta. b: Jaka przechrzta, to niemieckie nazwisko! r: czyli niemka! Niemiecka żydówka! Czy może być gorzej? b: to Polka jest r: polskojęzyczna ona może jest, a to wielka różnica pomiędzy prawdziwą Polką ;) b: już nie mów takich rzeczy, to się słuchać nie godzi, mam tą książkę... r: "Młot na czarownice" czy "Jak rozpoznać żyda"? b: no co ty, ja w kościele ją kupiłam. r: A oni właśnie w kościołach je sprzedają. Rozmowa się przestała kleić dlatego też dobiegła kresu.
skomentuj (7) bla bla bla żołądkowa gorzka 2010-09-15 22:24:40 Sprawy mają się z grubsza po staremu. Albo z cieńsza bo regularne treningi dają skutki. >OCENZUROWANO<. Dla uczczenia tego wiekopomnego faktu organizuję w piątek przyjęcie. Okazja dobra jak każda inna, natomiast dwa miesiące świętego spokoju to nie w kij dmuchał. Wakacje skończone, klub rusza z coraz większym impetem, mówi się, że zawita u nas jakaś gwiazda serialu o wampirach co powszechnie wywołuje u naszych pracowników niekontrolowane erekcje, poronienia i uderzenia gorąca. Mnie nadal trzeba pobudzić konwencjonalnie żeby stanął, może dlatego, że rzeczonego serialu nie oglądałem. Chciałem zgłosić mnie i męża do konkursu na gejowski ślub w samolocie linii SAS ale chyba zgłoszę się do konkursu na pomnik upamiętniający wszystkie 96 lub 98 ofiar katastrofy pod smoleńskiem. Po pierwsze mam talent plastyczny a po drugie pomysł - na nowy symbol Warszawy. Oczywiście jestem za obeliskiem na Krakowskim Przedmieściu, jak coś trzeba wyburzyć trudno, obelisk musi być wysoki a na samym czubku mała figurka Przemka Gosiu Gosiewskiego, który krótkimi łapkami klaszcze w samo południe. Poznań ma koziołki a ja osobiście uważam, że Gosiu miał charyzmę. I takie śmieszne łapki. Szukam biletów na polska premierę Le Mis ale się chyba trochę zagapiłem... premiera już za półtora tygodnia i nie wiem jakie sznurki będę musiał pociągnąć... chociaż to nie pierwszyzna... czuję jakiś prawie wiosenny optymizm w sobie. Może to odmiana parszywego losu a może po prostu żołądkowa gorzka ? skomentuj (0) Niedziela 2010-08-29 19:21:42 Śniadanie mistrzów było. Potem zakupy. Jechałem po pączki do galerii mokotów z taksówkarzem, któremu paszcza się nie zamykała. Jako że pozornie niewinne wczorajsze trzy podwójne Macallany na lodzie w przeliczeniu na jakieś bardziej sensowne jednostki miary dają ćwiartkę whisky nie byłem szczególnie rozmowny. Zasugerowałem, bardzo kulturalnie, żeby pan do mnie nie mówił. Zamknął się w sobie i jechał dalej z miną matki boskiej bolesnej. Grunt, że męża nakarmiłem i osłodziłem jego życie, nie usłane przecież różami. Wyparadowałem się za wszystkie czasy w kolczastych obrożach, bransoletach, wyokładałem kilka tyłków pejczem i sam trochę zebrałem od obcych i nie całkiem obcych ludzi... było miło, jest jednak coś pięknego w tym, że dupa cię boli jak wychodzisz z imprezy. Puszczaliśmy też bańki mydlane, nie z dupy, z małej buteleczki absoluta. A teraz usiłujemy uratować ostatnie chwile weekendu i magicznym a nie znanym nikomu sposobem wydłużyć niedzielę o kilka godzin. Zadanie beznadziejne a jednak przyjęliśmy typowo polską romantyczną postawę heroiczną, gloria victis. skomentuj (1) |
2010 |